Śmiecie po powodzi
Tysiące ton zniszczonych przez powódź mebli, ciuchów, sprzętów trafiło już na wysypiska. Ale do wywiezienia jest jeszcze nadal wiele ton odpadów, a wysypiska zapełniają się w błyskawicznym tempie.
W Dębicy wywieziono prawie wszystko co wyrzucili mieszkańcy zalanych domów. Uzbierało się tego 100 ton. - Ciągle jeszcze wywozimy odpady z ogródków działkowych. Są problemy z dojazdem bo zawaliła się kanalizacja burzowa, dlatego to trwa. Spodziewam się, że z ogródków wywieziemy jeszcze 200 ton - mówi Andrzej Reguła wiceburmistrz Dębicy.

To niewiele w porównaniu z tym, ile wywieziono już z Jasła. - Sprzed domów zebraliśmy ponad 3 tys. 100 ton, prawie cztery razy więcej niż miesięcznie wywozimy odpadów komunalnych. I pewnie na tym się nie skończy. Teraz ludzie zaczynają zbijać tynki, zabierają się do remontów domów. Ten gruz też będziemy musieli wywieźć - mówi Józef Rydarowicz kierownik Miejskiego Zakładu Gospodarki Odpadami w Jaśle. Wysypisko odpadów w Jaśle zamknięto kilka lat temu, jest w trakcie rekultywacji. Ale żeby jak najszybciej wywieźć śmieci z ulic, miasto znów je zaczęło wykorzystywać - Zgromadzone tam odpady wywieziemy później na wysypisko w Kozodrzy - dodaje Rydarowicz.
W Tarnobrzegu ciągle jeszcze trwa wielkie sprzątanie. - Uprzątnięta jest część osiedla Wielowieś, nadal są problemy z Koćmierzowem bo tam stoją jeszcze wielkie zastoiny wody - wyjaśnia Wiktor Stasiak wiceprezydent miasta. Firma zajmująca się wywożeniem śmieci wyliczyła, że w ciągu kilku tygodni czerwca wywiozła ponad 3 tysiące ton odpadów. Tyle samo może się uzbierać w ciągu najbliższych tygodni. - Dla firmy to ogromne zadanie. W normalnych warunkach wywozimy z Tarnobrzega około 800 ton odpadów miesięcznie. Teraz śmieci jest kilka razy więcej, na dodatek są śmieci zupełnie inne niż zwykłe odpady komunalne - tłumaczy Tadeusz Wiewiórka prezes firma A.S.A Tarnobrzeg.

Gorzyce toną w śmieciach

W gminie Gorzyce sterty śmieci, zniszczonych mebli i różnych gratów wywalonych z zalanych domów leżą wzdłuż dróg. Powódź dwukrotnie zalała większą część gminy, a na dodatek woda stała bardzo długo. Na wysypisko trzeba wywieźć także zalane pasze, siano, zboże. - Czemu gmina nie sprząta! Jak dzwoniłam, żeby się wreszcie za to wzięli to usłyszałam, że mają samochód zepsuty, że nie mają pieniędzy. To tak wygląda teraz pomoc powodzianom? - denerwuje się pani Maria Królik z Sokolnik. Sekretarz gminy Jan Czech przyznaje, że gmina nie uporała się jeszcze ze sprzątaniem popowodziowych odpadów. - Wywieźliśmy już dwa tysiące ton do Stalowej Woli, ale tam limit został już wyczerpany. Staramy się o przyjęcie naszych odpadów na wysypisku koło Ropczyc, ale to jest dosyć daleko dlatego zdecydowaliśmy się rozwiązanie doraźne. Gromadzimy odpady na działce jednego z mieszkańców i będziemy wywozić później. A poza tym bardzo brakuje nam ludzi do sprzątania. Oprócz naszych pracowników zaangażowani są więźniowie, strażacy z OSP, wolontariusze. Ale i tak jest ich za mało - wyjaśnia sekretarz Czech.

Kozodrza się zapełnia

Odpady z Jasła, Tarnobrzega i innych zalanych miejscowości trafią do Składowiska Odpadów w Kozdorzy. To największe wysypisko w na Podkarpaciu i jedno z czterech mających limity na składowanie odpadów popowodziowych. Te odpady są traktowane inaczej niż zwykłe odpady komunalne. - Pracownicy muszą mieć dodatkowe zabezpieczenia sanitarne. Ponieważ większość z tych odpadów popowodziowych to odpady gabarytowe trzeba je wcześniej rozdrobnić. Musieliśmy uruchomić nowe kwatery, nowe dojazdy i nowe linie technologiczne. Pracujemy na trzy zmiany przez sześć dni w tygodniu. To wszystko bardzo podraża koszty utylizacji tych odpadów - tłumaczy Marek Gubernat, dyrektor Zakładu Usług Komunalnych w Ostrowie, zarządzającego składowiskiem. Do Kozodrzy w ciągu miesiąca trafiło już blisko 7 tysięcy ton odpadów a roczny limit na br. wynosił 4 tys. ton. Gdy popowodziowych śmieci zaczęło przybywać, dyrekcja wysypiska poprosiła urząd marszałkowski o zwiększenie limitu. - Decyzję dostaliśmy z dnia na dzień. Możemy jeszcze przyjąć około 11 tysięcy ton odpadów, ale obawiam się, że cały roczny limit wykorzystamy w ciągu miesiąca - stwierdza Gubernat.

Andrzej Kulig, zastępca dyrektora w departamencie rolnictwa i środowiska w Podkarpackim Urzędzie Marszałkowskim deklaruje, że jeśli będzie taka potrzeba wysypiska i składowiska będą mieć zwiększone limity na przyjęcie odpadów popowodziowych. - Jeśli nawet dostaniemy dodatkowe limity to i tak nie jesteśmy w stanie przerobić tego co do nas zwożą. W środę wstrzymaliśmy przyjmowanie odpadów. Wznowimy, gdy uporamy się z tym co już mamy na wysypisku - wyjaśnia dyrektor Gubernat.

Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów